czwartek, 7 października 2010

Lisiczka - po 4ech dniach...

Eh...nie wiem sama, nie chce mi się tego stażu....studia lepsze...ale lepiej już nie będzie, więc trzeba się przyzwyczajać. Jako jedyna z Was mam karty chipowe, więc raczej ze szpitala się  nie zrywam o 10rano...no ale mam nadzieję,że to z pożytkiem doczesnym i wiecznym będzie. Amen. W moim szpitalu, który sama wybrałam ( chcociaż docelowo miał być dirty hospital..;p),nie jest źle, bardzo poważnie nas traktują i oczywiście każdy jest miły. Mój doktor dzielnie już od samego początku uczy mnie zasad biurokracji tj. pisania recept, opisów badań, wywiadu, epikryzy, zaleceń, zleceń..itp...pewnie się przyda...a pacjenty jak to pacjenty...jakoś nie mogę się pozbierać po wakacjach, przez 3,5miesiąca pracowałąm, nie odpoczęłam w wakacje..a tu zonk i od razu do roboty..no ale szczerze to Wam powiem,że jest duuużo lżej niż praca jak rejestratorka medyczna...Nie mam weny, chciałabym się z Wami wszytkimi spotkać, bo naprawdę za Wami tęsknie...ale jakoś nam nie wychodzi :( trzymajcie się ciepło, napiszę wkrótce więcej. Lisiczka ( nie mylić z Karolą L.).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz