piątek, 15 października 2010

Lisiczka, jak krew w piach

Jestem po tygodniu krwiodastwa...ależ to był intensywny tydzień ;) a tak serio, luz, podpisanie listy obecności i do domu po 10tej...Przemiłe Panie wychodzą z założenia że jak nam nie zalezy to nasza sprawa..gadają i gadają o dupie maryni, potem robią test, ale każdy ściąga więc zero stresu. Naprawdę mila odskocznia o mojego superwajzora vel superwajdera,ktoremu usługuje na internie...:/ eh jeszcze 9 tyg interny, da rade..dam rade..Jestem jak najbardziej za spotkaniem,,,nie tyle wszystkich stazystow co naszej grupy...pewnie i tak nikt tego nie przeczyta...pewnie i tak kazdy ma juz plany...a moze jutro? nie mam minut w telefonie wiec Was nie obdzwonie...ale fajnie  by bylo...eh

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz