Byliśmy grupą 4 na wydziale lekarskim. Od czerwca jesteśmy lekarzami, a od 1. października 2010 pracujemy jako stażyści na różnych oddziałach, w różnych szpitalach w Polsce. To ma być zapis przeżyć młodego lekarza, a co z tego wyjdzie, zobaczymy.
Ponieważ bloga pisze zdecydowanie więcej niż jedna osoba, każdy wpis zaczyna się i kończy pseudonimem autora
piątek, 15 października 2010
Lisiczka, jak krew w piach
Jestem po tygodniu krwiodastwa...ależ to był intensywny tydzień ;) a tak serio, luz, podpisanie listy obecności i do domu po 10tej...Przemiłe Panie wychodzą z założenia że jak nam nie zalezy to nasza sprawa..gadają i gadają o dupie maryni, potem robią test, ale każdy ściąga więc zero stresu. Naprawdę mila odskocznia o mojego superwajzora vel superwajdera,ktoremu usługuje na internie...:/ eh jeszcze 9 tyg interny, da rade..dam rade..Jestem jak najbardziej za spotkaniem,,,nie tyle wszystkich stazystow co naszej grupy...pewnie i tak nikt tego nie przeczyta...pewnie i tak kazdy ma juz plany...a moze jutro? nie mam minut w telefonie wiec Was nie obdzwonie...ale fajnie by bylo...eh
Piątek czyli mała sobota ;)))
Na anestezjologii piątek jest tzw. małą sobotą w związku z czym trzeba się zrelaksować, odprężyć i przygotować do dużej soboty ;))). Koniec stażu na tym oddziale, od poniedziałku ginekologia. Wczoraj stażyści z naszego szpitala ( i osoby towarzyszące) mieli spotkanie zapoznawcze przy niejednym piwie;). Frekwencja była zaskakująca, niemalże 100%. Ponieważ wśród nas zabłąkał się jeden stażysta z Bielan ;), powstała koncepcja żeby zorganizować spotkania łączone np. Nasz Szpital-Bielany, Solec itp. Zbierajcie maile od swoich stażystów, to może uda nam się razem spotkać:)). Jest już nawet propozycja miejsca.
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!
Członek Rodziny
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!
Członek Rodziny
czwartek, 14 października 2010
Trzynastka, Pierwsze wrażenia
Witajcie po wakacjach.
Ja mój staż odbywam w "szpitalu na peryferiach"... Warszawy;) Zaczęłam od Interny, tak dla dobrego rozruchu i jest super fajnie. Pracuje z "szefem" z którego przemiły doktor, dużo sie można od niego nauczyć, zostawia tez dużo miejsca na prace własną, a jako, że ma dużo roboty to często słyszę- "leć do pacjentów, zrób obchód a ja dołączę, jak załatwię..." papiery też wypełniam, ale w granicach rozsądku tzn. jak badam to wypełniam ;). Szpital prowadzi taktykę "jak najmniej pieniędzy w personel lekarski" wiec na oddziale prawie sami młodzi rezydenci, co skutkuje super przyjemna atmosfera w pokoju lekarskim. Ze złych wieść zaczęłam kurs w izbie o wdzięcznej nazwie " prawo medyczne i bioetyka". Ludzie zaopatrzcie się w dobre książki bo można kota dostać. Nudy straszne od 9 do 16 ciurkiem listę sprawdzają 3 razy dziennie a kurs jest w piątki i wtorki wiec rozbija doszczętnie prace na oddziale w szpitalu- kto to wymyślił nie wiem ale trzeba mu jakiegoś wąglika podesłać w podzięce. Kończe i do zobaczenia na rozdaniu... 13
Ja mój staż odbywam w "szpitalu na peryferiach"... Warszawy;) Zaczęłam od Interny, tak dla dobrego rozruchu i jest super fajnie. Pracuje z "szefem" z którego przemiły doktor, dużo sie można od niego nauczyć, zostawia tez dużo miejsca na prace własną, a jako, że ma dużo roboty to często słyszę- "leć do pacjentów, zrób obchód a ja dołączę, jak załatwię..." papiery też wypełniam, ale w granicach rozsądku tzn. jak badam to wypełniam ;). Szpital prowadzi taktykę "jak najmniej pieniędzy w personel lekarski" wiec na oddziale prawie sami młodzi rezydenci, co skutkuje super przyjemna atmosfera w pokoju lekarskim. Ze złych wieść zaczęłam kurs w izbie o wdzięcznej nazwie " prawo medyczne i bioetyka". Ludzie zaopatrzcie się w dobre książki bo można kota dostać. Nudy straszne od 9 do 16 ciurkiem listę sprawdzają 3 razy dziennie a kurs jest w piątki i wtorki wiec rozbija doszczętnie prace na oddziale w szpitalu- kto to wymyślił nie wiem ale trzeba mu jakiegoś wąglika podesłać w podzięce. Kończe i do zobaczenia na rozdaniu... 13
środa, 13 października 2010
Rzęsa. Chirurgiczne przeprawy
Ja swoje lekarskie zycie zaczelam w hipermarkiecie wsrod szpitali. Na szczescie nie gubie sie w drodze na oddzial, ale na samym oddziale juz tak prosto nie jest. Zreszta 132 moze potwierdzic moja wspaniala orientacje w terenie, w koncu razem zgubilysmy sie w lasku bielanskim w drodze do metra :) Zaczelam od chirurgii i musze powiedziec, ze chyba polubie te dziedzine. No... moze nie polubie, ale bede tolerowac. Dzis asystowalam do przeciekawej operacji usuniecia zylakow odbytu i mysle, ze juz sama dalabym rade ja wykonac. Gdyby ktos z Was mial taki problem zdrowotny - sluze profesjonalna pomoca. A poza tym jest naprawde bardzo sympatycznie, lekarze mnie nie przemeczaja ze wzgledu na moj obecny... blogoslawiony stan :)
Bardzo fajny pomysl z tym blogiem, super sie Was czyta!
Rzęsa
Bardzo fajny pomysl z tym blogiem, super sie Was czyta!
Rzęsa
wtorek, 12 października 2010
No name - przełom ;)
Ha! Dziś moja pani dr powiedziała do mnie: "Młoda, a jak Ty w ogóle masz na imię?"! :P (Myślałam, że dłużej potrwa zanim się na to zdobędzie;) ) No i dała mi nakłuć otrzewną... Tyle z nowości.
Grupo! Spotkajmy się któregoś dnia na piwo, czy coś?
Pozdrawiam!
Grupo! Spotkajmy się któregoś dnia na piwo, czy coś?
Pozdrawiam!
Członek Rodziny. 12 dni minęło...czyli jeszcze 353 ;)
Ponad tydzień "pracy" już za nami. Ja i Blond-Doktor jesteśmy na anestezjologii. Lekarze baaaardzo sympatyczni :D, zwłaszcza jeden pan doktor bardzo lubi Doktora-Blond ;PPPPP. Aż boję się zostawić Dr-Blond z Dr-Sympatycznym sam na sam ;)). Najbardziej podoba mi się Szef - taki wielki kochany wujek, wymarzony przełożony. Generalnie lekarze na tym oddziale nie mają za dużo pracy. Około 11-12 zaczyna się kawa, herbatka, ciasteczka, telewizja i tak do oporu ;). Żyć nie umierać. Pamiętajcie, jak będziecie chcieli kogoś reanimować to zapytajcie się go najpierw o zgodę!!!---->Motto mojego stażu na anestezjologii.
Pozdrawiam i lecę na dyżur z Dr-Blond i Dr-Sympatycznym :P
Członek rodziny
Pozdrawiam i lecę na dyżur z Dr-Blond i Dr-Sympatycznym :P
Członek rodziny
niedziela, 10 października 2010
132. Zapowiada się zajebisty staż:)))
Wrażenia po pierwszym tygodniu? Jest super:) Pracuję z młodą lekarką w trakcie specjalizacji, która naprawdę się mną przejmuje. Moja "praca" polega na tym że chodzę za Młodą (tak ją będę nazywać w odróżnieniu od Starej- mojej właściwej opiekunki, wcale nie starej, tyle że po specjalizacji, z którą nie mam zbyt wiele do czynienia) jak cień a ona tłumaczy mi krok po kroku jak leczy każdego pacjenta i dlaczego.
Zauważyłam, czytając wcześniejsze posty, że jestem pod obserwacją Dementii...hmmm...nie wiem jak ona to robi i gdzie się chowa, ale ja jej nie widzę prawie wcale. Jeśli już ją spotkam to przeważnie z klejem w łapce poznaje prawdziwą medycynę;) jeszcze trochę i zostanie konsultantem krajowym w zakresie sklejania historii chorób:P
W czwartek Młoda zeszła po dyżurze. Myślałam, że będzie luzik, z godzinę się pokręcę i do domu... Nic z tego! Akurat tego dnia postanowiła się mną zająć Stara. Niestety nie chodziło o wspólne badanie pacjentów tylko o uzupełnianie papierów. Tego dnia poznałam Esculapa, którym tak zachwyca się Dementia... Jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Papiery+ samotny obchód (jedyne zalecenie jakie wydawałam to "proszę pić dużo wody"; to wtedy kombinowałam kubeczek z dzióbkiem dla przemiłej babci po udarze z niedosłuchem) no i zeszło się do 15, więc postanowiłam zostać na dyżur. SOR jest super! Przynajmniej się dzieje! Pacjent 160kg z zaostrzeniem PNS, babcia z zatorem, kobieta ze schizofrenią, która uważała że jest najbardziej chora z całej trójki:) Ani się obejrzałam jak wybiła 19 i dr Habibi puścił mnie do domu.
Za to w piątek niespodzianka! Prezent od pacjentki, ptasie mleczko + kawa. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam, chyba wykonywaniem pomiarów ciśnienia na najwyższym poziomie:) Nie dało się odmówić.... no trudno:/
132.
Zauważyłam, czytając wcześniejsze posty, że jestem pod obserwacją Dementii...hmmm...nie wiem jak ona to robi i gdzie się chowa, ale ja jej nie widzę prawie wcale. Jeśli już ją spotkam to przeważnie z klejem w łapce poznaje prawdziwą medycynę;) jeszcze trochę i zostanie konsultantem krajowym w zakresie sklejania historii chorób:P
W czwartek Młoda zeszła po dyżurze. Myślałam, że będzie luzik, z godzinę się pokręcę i do domu... Nic z tego! Akurat tego dnia postanowiła się mną zająć Stara. Niestety nie chodziło o wspólne badanie pacjentów tylko o uzupełnianie papierów. Tego dnia poznałam Esculapa, którym tak zachwyca się Dementia... Jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Papiery+ samotny obchód (jedyne zalecenie jakie wydawałam to "proszę pić dużo wody"; to wtedy kombinowałam kubeczek z dzióbkiem dla przemiłej babci po udarze z niedosłuchem) no i zeszło się do 15, więc postanowiłam zostać na dyżur. SOR jest super! Przynajmniej się dzieje! Pacjent 160kg z zaostrzeniem PNS, babcia z zatorem, kobieta ze schizofrenią, która uważała że jest najbardziej chora z całej trójki:) Ani się obejrzałam jak wybiła 19 i dr Habibi puścił mnie do domu.
Za to w piątek niespodzianka! Prezent od pacjentki, ptasie mleczko + kawa. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam, chyba wykonywaniem pomiarów ciśnienia na najwyższym poziomie:) Nie dało się odmówić.... no trudno:/
132.
piątek, 8 października 2010
Lisiczka. Weekend
Tydzień stażu zaliczony...i dobrze...Mój doktor mnie sprawdza...każdego dnia daje mi o 50% więcej do roboty...a ja głupia wszystko mu na czas robię ( oczywiście chodzi mi tutaj o szpitalne obąwiązki młodego lekarza..) i w związku z tym dostaję więcej i więcej...ale dziś przyszedł do mnie i mi podziękował za pomoc,za pracę z nim w tym tygodniu i że bardzo mu przykro że przez następny tydzień mnie nie będzie ( krwiodastwo...wtf?) i że czeka na mnie aż wrócę ( jasne, skoro jestem na zasadzie przynieś podaj pozamiataj...)...mam mieszane uczucia...ja na pewno prowadziłabym stażystę inaczej...Pamiętajcie ( takie case history) jak macie pacjenta co ma wszytko (dosłownie...) i nagle ma super niskie ciśnienie i kręci mu się w głowie ( poza tym hiperkapnia, PKNSerca,serce i płuca do przeszczepu...) to najlepszym lekarstwem dla tego pacjenta jest...szklanka wody..:O acha i taka rada...mam zaprzyjazniona pielegniarke oddzialowa...jest super i szczerze to ona mnie uczy duzo wiecej niz lekarz!!!! to z nia pisze zlecenia na leki, to jej zlecam badania, to od niej odbieram wyniki badan itp.wiec pamietajcie, trzeba sie pielegniarkom podlizywac bo one wiedza duzooo!!! no. milego weekendu, dam Wam znac jak jest na krwiodastwie.
LISICZKA
LISICZKA
No name - Pierwszy tydzień na internie.
Po stresującym oczekiwaniu na wyniki: kto gdzie się dostał na staż, okazało się, że dostałam mały Szpital po prawej stronie Wisły, czyli tam gdzie chciałam, czyli w odległości 8 minut od domu (na piechotę oczywiście), czyli wspaniale;)!
Zaczęłam od interny, decyzja w sumie narzucona z góry przez koordynatora stażu. Resztę planu musiałam ułożyć sama i tu zaczęły się schody- jak wszystko ułożyć żeby wszystkim pasowało? No ale w miarę pasuje, a za 9 tyg. zaczynam moją "ukochaną" chirurgię ;O
Tyle wstępu...
Jestem na dość małym oddziale (traktuję to jako plus), w parze z dziewczyną z IWL. Wszystko powoli się rozkręca, mój opiekun- pani dr zwraca się do mnie głównie per młoda, bo jakoś nikomu z lekarzy nie przyszło do głowy żeby zapytać jak mamy na imię, ale pewnie przez 9 następnych tyg. się wyda ;)
Nie mam specjalnych obowiązków, nikt nie każe mi pisać historii chorób, jeszcze się nie zbliżyłam do komputera, na razie skupiam się na skierowaniach, to chyba najłatwiejsze z tej całej pisaniny...
Oczywiście obchody, badania, mierzenie ciśnienia. Trochę jak na studiach, tylko bez grupy;( Nie znam żadnych nazw handlowych leków, a to trochę przeszkadza, na studiach myślałam, że bez sensu się tego uczyć, bo w praktyce samo do głowy wejdzie, ale do mojej to chyba nie tak szybko;)
A, no i średnia wieku -> 80... chyba już nie chcę być internistą...
Dziwne jest to, że sama nie wiem czy mi się podoba,niby się podoba, ale czegoś brakuje...
Jak widać nic fascynującego się nie zdarzyło, może poza tym, że dziś zapowiadało się ciekawie, bo przecież piątek, to dużo się na oddziale dzieje;) (nakłucie i opłucnej i otrzewnej i coś tam jeszcze), a ja musiałam wyjść wcześniej, bo panowie majstrzy (pan majster, a panowie majstrzy???) mogli przyjść tylko o 11.30... taaaa
Mam nadzieję, że pojawi się tu w najbliższym czasie więcej wpisów, no i że się jakoś wkrótce spotkamy większą grupą...
No name ( bo nie mam weny na ksywę:P )
Zaczęłam od interny, decyzja w sumie narzucona z góry przez koordynatora stażu. Resztę planu musiałam ułożyć sama i tu zaczęły się schody- jak wszystko ułożyć żeby wszystkim pasowało? No ale w miarę pasuje, a za 9 tyg. zaczynam moją "ukochaną" chirurgię ;O
Tyle wstępu...
Jestem na dość małym oddziale (traktuję to jako plus), w parze z dziewczyną z IWL. Wszystko powoli się rozkręca, mój opiekun- pani dr zwraca się do mnie głównie per młoda, bo jakoś nikomu z lekarzy nie przyszło do głowy żeby zapytać jak mamy na imię, ale pewnie przez 9 następnych tyg. się wyda ;)
Nie mam specjalnych obowiązków, nikt nie każe mi pisać historii chorób, jeszcze się nie zbliżyłam do komputera, na razie skupiam się na skierowaniach, to chyba najłatwiejsze z tej całej pisaniny...
Oczywiście obchody, badania, mierzenie ciśnienia. Trochę jak na studiach, tylko bez grupy;( Nie znam żadnych nazw handlowych leków, a to trochę przeszkadza, na studiach myślałam, że bez sensu się tego uczyć, bo w praktyce samo do głowy wejdzie, ale do mojej to chyba nie tak szybko;)
A, no i średnia wieku -> 80... chyba już nie chcę być internistą...
Dziwne jest to, że sama nie wiem czy mi się podoba,niby się podoba, ale czegoś brakuje...
Jak widać nic fascynującego się nie zdarzyło, może poza tym, że dziś zapowiadało się ciekawie, bo przecież piątek, to dużo się na oddziale dzieje;) (nakłucie i opłucnej i otrzewnej i coś tam jeszcze), a ja musiałam wyjść wcześniej, bo panowie majstrzy (pan majster, a panowie majstrzy???) mogli przyjść tylko o 11.30... taaaa
Mam nadzieję, że pojawi się tu w najbliższym czasie więcej wpisów, no i że się jakoś wkrótce spotkamy większą grupą...
No name ( bo nie mam weny na ksywę:P )
czwartek, 7 października 2010
Lisiczka - po 4ech dniach...
Eh...nie wiem sama, nie chce mi się tego stażu....studia lepsze...ale lepiej już nie będzie, więc trzeba się przyzwyczajać. Jako jedyna z Was mam karty chipowe, więc raczej ze szpitala się nie zrywam o 10rano...no ale mam nadzieję,że to z pożytkiem doczesnym i wiecznym będzie. Amen. W moim szpitalu, który sama wybrałam ( chcociaż docelowo miał być dirty hospital..;p),nie jest źle, bardzo poważnie nas traktują i oczywiście każdy jest miły. Mój doktor dzielnie już od samego początku uczy mnie zasad biurokracji tj. pisania recept, opisów badań, wywiadu, epikryzy, zaleceń, zleceń..itp...pewnie się przyda...a pacjenty jak to pacjenty...jakoś nie mogę się pozbierać po wakacjach, przez 3,5miesiąca pracowałąm, nie odpoczęłam w wakacje..a tu zonk i od razu do roboty..no ale szczerze to Wam powiem,że jest duuużo lżej niż praca jak rejestratorka medyczna...Nie mam weny, chciałabym się z Wami wszytkimi spotkać, bo naprawdę za Wami tęsknie...ale jakoś nam nie wychodzi :( trzymajcie się ciepło, napiszę wkrótce więcej. Lisiczka ( nie mylić z Karolą L.).
DementiaPraecox - "zapisz i wyjdź drzwiami", czyli dni kolejne
Stosunek mózg/katar około 1:1. Jest więc lepiej i temu zapewne zawdzięczam współpracę z Esculapem. Już mi się czasem udaje wpisać badania, pobrać opis RTG. Skierowań jeszcze nie umiem. Ale najwazniejsze to "zapisz, zapisz, milion razy wszystko zapisuj, bo to jest chujowy program i jak tylko odwrócisz głowę to ci skasuje to co wpisałaś, a potem wyjdź drzwiami" (Jest tam taka ikonka z drzwiami - do wychodzenia z tego co się teraz robi. Nie "x", nie w prawym górnym rogu, jak wszędzie, tu są drzwi gdzieś między innymi ikonami. Jakby się dało wymyślić mniej intuicyjny program, to twórcy Esculapa pewnie by to zrobili). Więc zapisuję kompulsywnie, wychodzę drzwiami i na wszelki wypadek nie ruszam głową.
Muszę przyznać, że dużo się uczę. Już wiem, gdzie jest klej, nożyczki, a nawet indeks leków. Umiem już wyprosić citowe USG ("jutro? czyli nie mam takich ładnych oczu, żeby było na dzisiaj?"), ale w razie potrzeby (jak dziś) gwizdnąć aparat do przyłóżkowego USG z SORu. Udaje mi się na razie tak poruszać po oddziale, żeby nie spotykać Paździocha. Umiem też zbadać per rectum pacjenta leżącego na korytarzu, nie wstającego z łóżka, tak, żeby nikt (łącznie z nim samym) tego nie zauważył. Naprawdę jest ciekawie.
A. (przyjęła pseudonim 132, od pewnego tatuażu) też się dużo uczy, jak sądzę. Idąc korytarzem usłyszałam jej (zwykle donośny, teraz wybitnie) głos: "jestem lekaaaaaarzeeeeeeeeem!". Potem tłumaczyła, że pacjentka ma niedosłuch. Potem widziałam ją w dyżurce pielęgniarek ("jakby panie miały taki kubeczek z dziubkiem"), piszącą skierowanie na konsultację w lekarskim ("i co ja mam napisać, że niby ja coś podejrzewam?") i oglądającą RTG zatok (pozostawię Ci to, droga 132, do opisania samej :) ). Myślę, że ani się obejrzymy jak będą z nas niezłe doktory.
Czekam aż ktoś coś napisze, bo jak nikt się nie odezwie, kasuję bloga!
DementiaPraecox
Muszę przyznać, że dużo się uczę. Już wiem, gdzie jest klej, nożyczki, a nawet indeks leków. Umiem już wyprosić citowe USG ("jutro? czyli nie mam takich ładnych oczu, żeby było na dzisiaj?"), ale w razie potrzeby (jak dziś) gwizdnąć aparat do przyłóżkowego USG z SORu. Udaje mi się na razie tak poruszać po oddziale, żeby nie spotykać Paździocha. Umiem też zbadać per rectum pacjenta leżącego na korytarzu, nie wstającego z łóżka, tak, żeby nikt (łącznie z nim samym) tego nie zauważył. Naprawdę jest ciekawie.
A. (przyjęła pseudonim 132, od pewnego tatuażu) też się dużo uczy, jak sądzę. Idąc korytarzem usłyszałam jej (zwykle donośny, teraz wybitnie) głos: "jestem lekaaaaaarzeeeeeeeeem!". Potem tłumaczyła, że pacjentka ma niedosłuch. Potem widziałam ją w dyżurce pielęgniarek ("jakby panie miały taki kubeczek z dziubkiem"), piszącą skierowanie na konsultację w lekarskim ("i co ja mam napisać, że niby ja coś podejrzewam?") i oglądającą RTG zatok (pozostawię Ci to, droga 132, do opisania samej :) ). Myślę, że ani się obejrzymy jak będą z nas niezłe doktory.
Czekam aż ktoś coś napisze, bo jak nikt się nie odezwie, kasuję bloga!
DementiaPraecox
wtorek, 5 października 2010
DementiaPraecox - Mój pierwszy dzień, czyli ta co założyła bloga pewnie musi zacząć
Miał być szpital B. Kto by chciał do szpitala B.? Tam tylko psychiatria fajna (może też kardiologia), więc miejsce dla mnie nie najgorsze. Pomyślałam, że nie będę więcej kombinować, dostanę się z palcem w nosie do B. i będzie po wszystkim. Jednak tym razem B. bije rekordy popularności (może ktoś wie dlaczego?), razem z P. i B2. No więc szpital S. Psychiatrii nie ma w ogóle, na kardiologii króluje Paździoch, i niewiele więcej wiem, poza tym, że dojazd niezły i tylko kilku stażystów, studenci tylko na jednym oddziale, więc może nie będzie kolejki do każdego pacjenta...
1.października uznałam, że może być, skoro płacą nam za słuchanie cały dzień przystojnego pana strażaka (szkolenie ppoż). A poniedziałek był czwartego...
Obudziłam się z ropą lejącą się z zatok, gorączką i chyba bez gardła. Postanowiłam jednak nie zaczynać pracy od zwolnienia, dzielnie zwlekłam się z łóżka i nawet się nie spóźniłam.
Po odprawie (bez fajerwerków, choćby powitania albo przedstawienia zespołowi) zostałam poinformowana, że mam zgłosić się do...Paździocha! Nie dość sześciu tygodni w kanciapie, zresztą wiedziałam, że tak będzie. Poza tym to wina A., z którą odbywam staż (jak przybierze pseudonim, to wstawię), bo ze złośliwym uśmiechem natychmiast oświadczyła doktorowi, że nie chce na kardiologię.
No więc kanciapa. Paździoch sącząc kawkę wypytuje, co z jego "nauk" zapamiętałam i co dostałam z egzaminu. Ja, z katarem zamiast mózgu, próbuję przypomnieć sobie, czy powiedział cokolwiek poza wymienianiem maratonów, w których brał udział. Nie idzie mi, siedzę z otwartą gębą (dziś jestem jednozadaniowa i jak oddycham to już nie myślę, oddychanie kosztuje mnie za dużo wysiłku), więc Paździoch sprzedaje mnie lekarce w trakcie specjalizacji. Nazwę ją Tarczyca, bo moim zdaniem na nadnadczynność. Ma największą salę, badanie do doktoratu, małe dziecko i jeszcze mnie - debila z otwartą gębą. Próbowała mnie nauczyć Esculapa, ale ostatecznie ok. 11 powiedziała, żebym poszła do domu. Musiałam zrobić wrażenie.
Plusem są pacjenci. Ci, co znają szpital S. wiedzą, co znaczy mieć młodą salę. Dla tych co nie wiedzą - 84 lata ma mój najstarszy pacjent, a nie najmłodszy, jak w innych salach interny S. Chociaż Panowie mnie polubili :)
DementiaPraecox
1.października uznałam, że może być, skoro płacą nam za słuchanie cały dzień przystojnego pana strażaka (szkolenie ppoż). A poniedziałek był czwartego...
Obudziłam się z ropą lejącą się z zatok, gorączką i chyba bez gardła. Postanowiłam jednak nie zaczynać pracy od zwolnienia, dzielnie zwlekłam się z łóżka i nawet się nie spóźniłam.
Po odprawie (bez fajerwerków, choćby powitania albo przedstawienia zespołowi) zostałam poinformowana, że mam zgłosić się do...Paździocha! Nie dość sześciu tygodni w kanciapie, zresztą wiedziałam, że tak będzie. Poza tym to wina A., z którą odbywam staż (jak przybierze pseudonim, to wstawię), bo ze złośliwym uśmiechem natychmiast oświadczyła doktorowi, że nie chce na kardiologię.
No więc kanciapa. Paździoch sącząc kawkę wypytuje, co z jego "nauk" zapamiętałam i co dostałam z egzaminu. Ja, z katarem zamiast mózgu, próbuję przypomnieć sobie, czy powiedział cokolwiek poza wymienianiem maratonów, w których brał udział. Nie idzie mi, siedzę z otwartą gębą (dziś jestem jednozadaniowa i jak oddycham to już nie myślę, oddychanie kosztuje mnie za dużo wysiłku), więc Paździoch sprzedaje mnie lekarce w trakcie specjalizacji. Nazwę ją Tarczyca, bo moim zdaniem na nadnadczynność. Ma największą salę, badanie do doktoratu, małe dziecko i jeszcze mnie - debila z otwartą gębą. Próbowała mnie nauczyć Esculapa, ale ostatecznie ok. 11 powiedziała, żebym poszła do domu. Musiałam zrobić wrażenie.
Plusem są pacjenci. Ci, co znają szpital S. wiedzą, co znaczy mieć młodą salę. Dla tych co nie wiedzą - 84 lata ma mój najstarszy pacjent, a nie najmłodszy, jak w innych salach interny S. Chociaż Panowie mnie polubili :)
DementiaPraecox
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)